Wpadłam do Kory z małym prezentem, który po opróżnieniu postawiłyśmy wśród innych butelek po wódce. Nie było to jednak coś, czego od rana pragnęłyśmy. Wyszłyśmy z mieszkania i, zdziwione faktem, że o 21 temperatura nadal była wysoka, kupiłyśmy jeszcze jedną butelkę wódki, po czym udałyśmy się do parku, który w zasadzie jest naszym drugim domem, gdy jest ładna pogoda.
Wieczór zapowiadał się bardzo przyjemnie, zdjęłyśmy nawet na chwilę kurtki, tak desperacko pragniemy ciepła. Zaraz zaczęło padać, więc ubrałyśmy je z powrotem, jednak tyłków z ławki nie miałyśmy zamiaru ruszać. Ale wszystko do czasu.
Nie tylko my wpadłyśmy na genialny pomysł, by celebrować ciepło w plenerze. Całe szczęście jedną z osób, które postanowiły robić to samo był niepijący kierowca, który zawiózł nas nad zaporę. Towarzystwo mew działa na nas kojąco.
Wsłuchując się w szum wody i śpiew ptaków popijałyśmy piwko i paliłyśmy coś dziwnego, co Kora kazała mi kupić.
Więcej chyba nie pamiętam. Wiem tylko, że skończyłyśmy w samochodzie kolegi, który poczęstował nas złymi rzeczami. Pozwoliły nam one ze smakiem zjeść BigMaki.
O godzinie 4 nad ranem obudził mnie sms "są i ptaki". Kora, wracając do domu wsłuchiwała się w ich śpiew. Obie jesteśmy prawdziwymi fankami natury.
Na dziś zapowiedziano burzę. Trudno, trzeba spełniać swoje obowiązki. W końcu bardzo interesuje nas przyroda.

.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz